Kupujący zgłosił się po telefon wystawiony w internecie. Uzgodniono cenę 1900 zł, przesyłkę i pobranie należności. Potem przyszedł e-mail z etykietą kurierską. Sprzedająca nadała paczkę, ale pieniędzy nie otrzymała. Policjanci z Jeleniej Góry opisali tę sprawę 22 października 2026 roku.
Do kontaktu z rzekomym nabywcą doszło 7 października. Następnego dnia kobieta nadała telefon w paczkomacie w Mysłakowicach. Przesyłkę doręczono 12 października do Nowego Miasta nad Pilicą. Kiedy kupujący przestał odpowiadać, sprzedająca zwróciła się do operatora. Dowiedziała się, że etykieta nie była prawidłową etykietą pobraniową.
Dokument przyszedł pocztą, ale nie potwierdzał płatności
W tej historii ważne jest to, że nie opisano przejęcia konta pocztowego ani zainfekowania komputera. E-mail posłużył do dostarczenia spreparowanego dokumentu, który miał przekonać sprzedającą, że wszystko zostało prawidłowo przygotowane.
Wygląd etykiety bywa mylący. Nazwa przewoźnika, kod kreskowy i numer przesyłki nie są dowodem, że usługę pobrania faktycznie opłacono albo że przewoźnik wypłaci sprzedającemu uzgodnioną kwotę.
Sprawdzenie etykiety przed wysyłką
Przed nadaniem droższego przedmiotu warto samodzielnie sprawdzić numer i warunki przesyłki w oficjalnym systemie przewoźnika. Nie zakładaj, że etykieta przesłana przez drugą stronę zapewnia pobranie należności. Przy sprzedaży przez platformę najbezpieczniej korzystać z jej własnego procesu transakcji i wysyłki.
Ten przypadek przypomina też, dlaczego autentyczność nadawcy i treści wiadomości trzeba oceniać oddzielnie. Nawet prawidłowo dostarczony e-mail nie gwarantuje, że przesłany dokument jest wiarygodny.